Naruszenia popełnione przez sąd w trakcie procesu Bartka
Skazanie niewinnego Bartka za usiłowanie zabójstwa – wypchnięcie żony z balkonu - na 15 lat wbrew temu, że ani „ofiara” tego nie zeznała, oraz że ustalono dowody, że wypchnięcia nie było. Dowody niewinności w uzasadnieniu wyroku sędzia przemilczała. Sędzia dopuściła się następujących naruszeń:
Ukrycie oględzin balkonu k.226, które stwierdzały, że "miejsce było trudno dostępne nawet dla jednej osoby" i użycie innych oględzin k.14, gdzie nie było już tego stwierdzenia.
Zdjęcie balkonu wykonane w czasie oględzin. Na zdjęciu balkon jest zagracony, zasłonięty w ¾ długości banerem o sprzedaży mieszkania i pod nim zasłonką. W jedynym miejscu, gdzie kobieta mogła wypaść z balkonu, leżą ułożone na sobie dwa puste kartony, które gdyby doszło tam do przepychanki i wypchnięcia jej przez męża, to musiałby ulec pognieceniu. Tu można obejrzeć to zdjęcie.
Kamila zeznała, że uciekała z mieszkania przez balkon przed mężem, który miał ją bić metalową rurką. W mieszkaniu rurki nie było, za co Sędzia obciążyła służby. W uzasadnieniu wyroku napisała:
"Przedmiotowa rurka nie została zabezpieczana przez funkcjonariuszy Policji, niemniej jest to zaniedbanie leżące po stronie organów ścigania, a nie mogące obciążać pokrzywdzonej i oceny jej wiarygodności."
Komentarz: Nieprawda, w czasie przeszukania mieszkania z udziałem policji, Kamili i jej ojca oraz pełnomocnika Bartka, ojciec Kamili Marek wyciągnął skądś jakąś cienką rureczkę, którą nikomu nie można było wyrządzić krzywdy i pokazywał ją wszystkim. Policjantka wzruszyła ramiona odpowiadając: "Tak, wiemy", a Kamila odpowiedziała: "Nie wiem, nie mam pojęcia." Sędzia przemilczała fakt, że sama poszkodowana nie potwierdziła istnienia rurki, którą miała być bita. Ojciec Kamili zeznał, że mieszkanie wkrótce zostało opróżnione do ostatniej rzeczy i sprzedane i żadna rurka nie odnalazła się.
Gdyby Kamila faktycznie była bita przez męża jakąś rurką, to odpowiedziałaby inaczej, że "tamta rurka była inna, taka długa, taka gruba", itp, chciałby ją odnaleźć, bo byłaby pewna, że rurka musi być gdzieś w mieszkaniu. Zamiast tego, odpowiedziała: "Nie wiem, nie mam pojęcia", zaprzeczając, że w ogóle istniała jakaś rurka.
Sfałszowanie zeznania świadka Aleksandry P., jakoby w dniu 1-06-2016 (w przededniu jej wyjścia przez balkon) widziała Kamilę pobitą i stworzenie w ten sposób fałszywego faktu pobicia, który sędzia 7 razy wykorzystała w uzasadnieniu wyroku, podważając nim zeznania rodziny Bartka oraz wzmacniając swoje oskarżenie. Świadek Aleksandra P. nie zeznała, że dnia 1-06-2016r widziała Kamilę pobitą, a zeznała jedynie, że wizyta Kamili trwała krótko, że Kamila była zamyślona, martwiła się, że jej firma kiepsko idzie i że musi sobie coś przemyśleć - musi sobie przemyśleć, że nie radzi sobie z ojcem, który nastaje na jej rodzinę.
Pominięcie bez uzasadnienia dowodu w postaci nagrań, jakie realizowała ukrytą kamerą Kamila ze wszystkich spotkań ze swoim ojcem w czasie trwającego trzy lata konfliktu o mieszkanie. Wszystko cokolwiek mogli zeznać świadkowie z rodziny Kamili, znajduje się na tych nagraniach, jednak sędzia z nagraniami nie zapoznała się, a wolała przyjąć zeznania świadków, którzy kłamali.
Ukrycie negatywnego wyniku badania DNA, który podważał zarzut wyrzucenia żony z balkonu.
Komentarz. To był duży problem dla sędzi, która oskarżyła Bartka o wyrzucenie żony z balkonu, ale wynik badania DNA pod jego paznokciami i paznokciami Kamilo, był negatywny. Sędzia wymyśliła więc, że Bartek nie wyrzucił swojej żony, ale ją popchnął - dłonie oskarżonego miały być położone płasko na ramionach żony, którą pchnął. Zdjęcia z eksperymentu procesowego pokazują, że nie było to możliwe, bo parapet balkonu jest i za wysoki (pozorantka w czasie eksperymentu procesowego udająca ofiarę była wyższa od Kamili) i za szeroki - 30cm. Aby wyrzucić żonę, Bartek musiałby ją podnieść i przerzucić przez szeroką balustradę balkonu, a wtedy wynik badania DNA byłby pozytywny.
Zdjęcia z pozorantami w czasie eksperymentu procesowego.
Eksperyment procesowy został sfałszowany i odbył się niezgodnie z wymogami przepisów, bo przeprowadzono go pod nieobecność oskarżonego i jego obrońcy, balkon do eksperymentu został uprzątnięty i teraz mieściły się tu dwie osoby. Pozorant, stał w miejscu, gdzie w dniu zdarzenia leżały ułożone na sobie dwa puste kartony - Kamila przed zsunięciem się z balkonu, celowo je tu ułożyła, aby w razie gdyby Bartek się spostrzegł, że wychodzi przez balkon, zagrodziły mu drogę - o czym zeznała. Kartony są widoczne na zdjęciu z oględzin balkonu. Sąd miał pełną wiedzę, że nie było żadnego wypchnięcia.
Świadek Marcin K., robotnik układający chodnik pod blokiem, został nakłoniony do fałszywego zeznania. Na pytanie obrońcy: „Jak pan to odczuwał?” Odpowiedział: „żeby odpowiadać tak, ja to odczuwałem, żebym odpowiadał tak, "żeby było tak jak pani prokurator chce i ja już miałem tego dość.” Świadek ten zeznał, że widział ręce wypychające kobietę z balkonu, czemu przeczą oględziny balkonu k.226, zdjęcie balkonu i zeznania samej Kamili.
Umieszczenie w uzasadnieniu wyroku fałszywej informacji, jakoby w aktach istniały zdjęcia ukazujące Kamilę ze śladami pobicia na twarzy z datami utworzenia 31-07-2015r. i 3-08-2015r., czyli korelującymi z datą złożenia przez ojca Kamili Marka fałszywego doniesienia o przemocy w rodzinie córki. Zdjęć takich nie ma, a ponadto jest dowód w nagraniach, że dnia 5-08-2015r Kamila nie miała na twarzy żadnych śladów, oraz że powiedziała w tym dniu do ojca: „Nie mam podbitego oka. … żal ci dupę ściska, że jest sprzedawane mieszkanie”
Zeznanie Kamili w szpitalu zaraz po upadku, w którym broniła swojego męża, że nie przyczynił się do jej upadku, czyli że nie jest winny usiłowania zabójstwa. Kamila zeznała:
„Nie wiem, czy mogłam być źle zrozumiana przez kogoś tam na miejscu. Być może ktoś zauważył mojego męża na balkonie i pomyślał, że to mąż mnie pchnął. Ja nikomu czegoś takiego nie mówiłam. Nie mogło być takiej sytuacji, że byłam gotowa do zsunięcia, a mąż mnie pchnął, a ja bym tego nie widziała, bo jak mówiłam, przed samym zejściem z balkonu odwróciłam się przodem do mieszkania, tak więc musiałabym męża zobaczyć, a nie było go obok mnie. Nie było go w ogóle na balkonie.”
Gdyby Kamila faktycznie uciekała z mieszkania przed bijącym ją mężem, to nie broniłaby go, że nie wypchnął jej, gdyż to on byłby winny jej upadku. Zeznała, że wyszła, aby zwrócić się o pomoc, ale miała przy sobie telefon, z którego mogła po pomoc zadzwonić, ale tego nie zrobiła. Zeznała, że chciała udać się do teściów, czyli rodziny swojego męża.
Notatka służbowa aspiranta sztabowego Wojciecha S. odnośnie przeprowadzonej z ojcem Kamili rozmowy telefonicznej, w której ojciec powiedział, że nie może udzielić informacji o sytuacji córki, bo jej nie zna, ze względu na panujące relacje rodzinne. Pomimo tego, że przyznał, że od dwóch lat nie znał sytuacji córki, to półtora miesiąca wcześniej złożył na jej rodzinę donos, jakoby dokonywała się w jej domu przemoc.
Obdukcja lekarska Kamili w szpitalu, na której brak jest śladów na plecach, gdyby była faktycznie wypchnięta przez balustradę. Balustrada była powyżej środka ciężkości Kamili o 15,5cm, balustrada była szeroka na 30cm, a Kamila ważyła ok 70kg, Gdyby została wypchnięta, to powinna mieć poprzeczny ślad od balustrady na plecach.
Odrzucenie opinii biegłego Wojciecha M. wskazującej, że Kamila nie mogła spaść głową w dół. Biegły orzekł: „Na zdj. nr 6749-6752, jeżeli pokrzywdzona uderzyłaby w ten parapet głową, to powinien być ślad krwawy lub inny biologiczny, np. włosy na tym parapecie, a dodatkowo na zdj. 6750 na murze budynku i pod spodem na chodniku powinny być drobne ślady krwi.”
Ukrycie w uzasadnieniu wyroku oględzin nr 226, w których prokurator Agnieszka K. napisała, że na balkonie poniżej, o który miała uderzyć głową Kamila, zabezpieczono tylko jeden ślad daktyloskopijny.